| Środa 8 Września 2010 | Imieniny obchodzą: Adrian, Adrianna, Klementyna, Maria, Radosław |
| Emigranci z Trzemeszna – niesamowita historia |
|
|
| (329 odsłon) | ||
![]() Maciejowi Adamskiemu, historykowi, nauczycielowi języka angielskiego, radnemu Rady Miejskiej Trzemeszna, a przede wszystkim miłośnikowi lokalnej małej ojczyzny – Trzemeszna - udała się rzez wyjątkowa. Mając zaledwie strzęp informacji, dotarł do historii trzemeszeńskich emigrantów, którzy w XIX wieku wyjechali z grodu Kilińskiego, aby poszukać szczęścia za oceanem w Stanach Zjednoczonych. Tam, jak się okazuje, odegrali bardzo ważną rolę w budowaniu miasta Grand Rapids w stanie Michigan i zapisali się chwalebnymi zgłoskami w jego historii. Nigdy jednak o Trzemesznie nie zapomnieli, o czym może świadczyć kościół pod wezwaniem św. Wojciecha, który wybudowali na podobieństwo bazyliki trzemeszeńskiej, aby przypominał im ojczyznę. Co ciekawe, M. Adamski nie znał nazwy miasta trzemeszeńskich emigrantów, a do jego poszukiwań nakłoniła go rozmowa z Jerzym Jeżewskim, nauczycielem geografii. -Podczas jednej z naszych rozmów na temat Trzemeszna pan Jerzy Jeżewski wspomniał, że czytał kiedyś w jednym z czasopism o mieszkańcach Trzemeszna, którzy w XIX wieku udali się do Stanów Zjednoczonych i mieli tam zbudować kościół - kopię naszej bazyliki. Nie pamiętał jednak szczegółów – wspomina M. Adamski. Przeszukiwanie stron internetowych zajęło badaczowi ponad rok. - Rozpocząłem od porównywania zdjęć różnych kościołów z naszą bazyliką, lecz nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Bardziej przydatne stało się wyszukiwanie haseł związanych z Trzemesznem bądź Tremessen i emigracją na przeglądarce Google. Trop trzemeszeńskiej emigracji wiódł do miasta Grand Rapids w stanie Michigan. To właśnie tutaj trzemesznianie znaleźli swój drugi dom - relacjonuje M. Adamski. Jak udało się ustalić, pierwszym Polakiem osiedlonym w Grand Rapids był Józef Jakubowicz z Kalisza, czyli z zaboru rosyjskiego. Edward Symanski, amerykański historyk polskiego pochodzenia, stwierdza, że „wielki procent polskich mieszkańców przybył z miasta Trzemeszno koło Poznania”. Nie wiemy, kto był pierwszym trzemesznianinem w Grand Rapids. Eduard Adam Skendzel, badacz historii polonii, podaje, że w 1863 roku osiedlili się tam Walenty Pogodziński i jego żona Luiza (z domu Lipczyńska). Natomiast wśród pierwszych znaczących postaci należy wymienić Antoniego Stillera oraz Jana i Walerię Lipczyńskich. - Zwłaszcza małżeństwo Lipczyńskich, a przede wszystkim Waleria, odegrała wielką rolę w sprowadzeniu większej ilości rodzin z Trzemeszna. W swoich wspomnieniach jako polskich pionierów w Grand Rapids wymieniła, oprócz wspomnianych powyżej, także Szymona Dzieniszewskiego, Andrzeja Popowskiego, Stanisława Cerklewskiego, Tomasza Kolczyńskiego, Alberta Damskiego i Franciszka Tłoczynskiego – wyjaśnia M. Adamski. Antoni Stiller oraz Jan i Waleria Lipczyńscy Z badań M. Adamskiego wynika, że Antoni Stiller w 1872 roku założył w Grand Rapids „Stowarzyszenie św. Wojciecha”, które stało się wkrótce inicjatorem powstania polskiej parafii i budowy kościoła po wezwaniem św. Wojciecha. Stiller był radcą budowy kościoła, a stowarzyszenie przez niego prowadzone posiadało kasyno o wartości 15 tys. dolarów. Natomiast Jan i Waleria Lipczyńscy osiedlili się w Grand Rapids w 1869 roku. Dzięki uprzejmości Diany Barrett, prezydent komisji historycznej w Grand Rapids, z którą M. Adamski nawiązał kontakt, udało się poznać niesamowitą historię losów Jana Lipczyńskiego w Polsce. - Otóż pani Barret odnalazła dwa artykuły z „Grand Rapids Herald”, jeden z 16 lutego 1913 roku i drugi z 9 kwietnia 1917 roku, które podają informacje na temat udziału Jana w powstaniu styczniowym – informuje M. Adamski. Według odnalezionych artykułów, Jan Lipczyński urodził się w 1839 roku w Trzemesznie, a jego ojciec miał uczestniczyć w powstaniu listopadowym. Do powstania styczniowego przedarł się 1 kwietnia 1863 roku wraz z 7 innymi mieszkańcami Trzemeszna. Trafił do oddziału Younga de Blankenheima i 29 kwietnia 1863 roku wziął udział w bitwie pod Brdowem. Lipczyński wykazał się wielką odwagą podczas bitwy, a gdy zastrzelono de Blankenheima, wraz z kilkom powstańcami pilnował ciała dowódcy. Następnie został ogłuszony od wybuch pocisku i padł nieprzytomny. Ocknął się, kiedy dwóch kozaków składało go wśród ciał zabitych. Gdy oprawcy zauważyli, że jeszcze żyje, pobili go tak, iż znów stracił przytomność. Myśląc, że wyzionął ducha, zostawili go wśród poległych. Po wycofaniu się moskali miejscowa ludność zaczęła szukać żywych na polu bitwy i ktoś zauważył, że Jan Lipczyński daje oznaki życia. Półprzytomnego zabrano do szpitala i tam przez 48 godzin przeleżał praktycznie nieprzytomny. Następnie trafił pod opiekę pani Mączyńskiej, która troszczyła się o rannych powstańców. - Co ciekawe, rosyjski generał Kostandy zezwolił rannym, jeśli chcieli, powrócić do Prus. Z szansy tej skorzystał Lipczyński i po trzech miesiącach powrócił do Trzemeszna. Przy przekraczaniu granicy został aresztowany. Później został zwolniony, dzięki kłamstwu burmistrza Trzemeszna, który oświadczył władzom pruskim, iż przysięga, że Lipczyński poszedł do Rosji nie po to, by uczestniczyć w powstaniu, lecz odwiedzić krewnego – opowiada M. Adamski. (...) Całość art. w wydaniu nr 31/2010
|
| © Przemiany na Szlaku Piastowskim 2010 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt i wykonanie Infobemar |
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.