Sobota 19 Maja 2012  Imieniny obchodzą: Augustyn, Mikołaj, Piotr
Aktualnie odwiedza nas 11 gości 
Reklama
Przeczytaj, bo warto:
Prezydent z absolutorium
Taneczne święto i zwycięstwo
Tydzień pełen pary
Muzyka zdominowała weekend
Majówka nad Lednicą
Owacje na stojąco
Jesteśmy mało świadomi swoich praw
Warszawiak z sentymentem do Gniezna
Mistrzostwa z kijkami w ręku
Marta czytała Wisławę
Ostatnia Osa, która brzęczy w Pobiedziskach PDF Email
(530 odsłon)
os

Ostatnia Osa, która brzęczy w Pobiedziskach

Pod koniec lutego przedstawiałem Państwu historię prawdopodobnie ostatniego w Gnieźnie skutera marki Osa, który wciąż brzęczy – tzn. wciąż jest na chodzie. Po tym artykule, dzięki pomocy Macieja Półrolniczaka – jednego z pasjonatów tych pojazdów – udało mi się natrafić na ślady jeszcze kilku tych skuterów, które są w okolicy i które – podobnie jak ta gnieźnieńska Osa – wciąż brzęczą. Jedną z nich jest jasnokremowa Osa rocznik 1964, którą jeździ Leszek Mazurowski z Pobiedzisk. Z panem Leszkiem spotkałem się na pobiedziskim rynku, by porozmawiać o tym zmechanizowanym owadzie.

Dawca pilnie poszukiwany

– To pierwszy wyjazd w tym sezonie. Osa służy mi wyłącznie do jazd rekreacyjnych – wita się ze mną L. Mazurowski zsiadając z motocykla. – Kupiłem ją w 1988 roku, była wówczas do kapitalnego remontu. Ostatecznie nigdy go nie przeprowadziłem i ze skutera niewiele zostało. Był rok 2007, gdy pomyślałem, że trochę szkoda, że motocykl ten został w jakiś sposób zmarnowany. Wtedy Osą była tylko rama, kilka pozostałych części i dokumenty. Mimo to postanowiłem ją odrestaurować – opowiada pobiedziszczanin. – Pod Krakowem kupiłem kompletny egzemplarz tego skutera, który posłużył mi za „dawcę” części do odrestaurowania. Po niecałym roku udało się ją odtworzyć. Jest to typ M52, z 1964 roku – dodaje.

– Osa to pojazd praktycznie bezawaryjny. Potwierdzam słowa pana Jana Krysztofiaka, właściciela gnieźnieńskiego skutera tej marki – odpowiednio użytkowana nie sprawia żadnego problemu. Fakt, motocykl nie był na ówczesne czasy szczytem techniki, ale nawet dziś jazda nią to czysta przyjemność. Samo odrestaurowanie trochę kosztowało, ale warto było. Daje to przede wszystkim satysfakcję z dobrze wykonanej pracy. Poza tym czymś miłym jest, gdy ludzie spoglądają z ciekawością na mój motor. (Podczas naszej rozmowy, Osa stoi zaparkowana przy rynku. Oglądają się za nią przechodnie, nawet kilkoro kierowców zatrzymuje się, by na nią popatrzeć). Oprócz malowania i regeneracji elementów metalowych, wszystkie prace wykonałem sam. Sporo pomógł mi mój syn. Próbuję go zarazić miłością do tych skuterów. Efektów jak na razie nie widać. Może w przyszłości – mówi L. Mazurowski. (...)

Całość art. w wydaniu nr 17/2011
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Czołówka

Szukaj

© Przemiany na Szlaku Piastowskim 2010 Wszelkie prawa zastrzeżone Projekt i wykonanie Infobemar