| Sobota 19 Maja 2012 | Imieniny obchodzą: Augustyn, Mikołaj, Piotr |
| Rekord frekwencji w Biegu Lechitów |
|
|
| (401 odsłon) | ||
![]() Jak ja nie lubię tego biegu, tej odkrytej, ciągnącej się trasy, tego podbiegu przed metą. Ale właśnie to, czego człowiek nie chce, na mecie kocha – napisał w komentarzu do Biegu Lechitów Tomasz Wróblewski z Mogilna. Jego opinię podzielają chyba inni biegacze, bo na starcie sobotniego, 34. Biegu Lechitów stanęło ich aż 735, w tym 81 kobiet. O godzinie 15 przed bramą Małego Skansenu sygnał do startu dał Janusz Michałowski, sędzia główny pierwszych biegów. Na trasę półmaratonu z Ostrowa Lednickiego do Gniezna wyruszyła rekordowa liczba biegaczy. W ich gronie najliczniej reprezentowani byli mieszkańcy Poznania – ponad 200, ale nie zabrakło przedstawicieli innych regionów kraju. Licznie stawili się maratończycy. Florian Adolph ma na koncie 117 maratonów, Edward Pokorny 104 i bieg na 100 kilometrów, Janina Rosińska mistrzostwo Europy i świata w maratonie, Witold Sobczak koronę maratonów polskich (przebiegł 5 największych maratonów w kraju w ciągu 2 lat). Na starcie pojawili się też byli zwycięzcy poprzednich biegów, z Tadeuszem Rutkowskim, zwycięzcą biegów w latach 1979 i 1980. Pojawili się także biegacze, dla których była to pierwsza „dwudziestka” w życiu. Nie zabrakło szóstki „wiernych Lechitów”, czyli biegaczy, którzy wzięli udział we wszystkich dotychczasowych biegach. O przebiegu rywalizacji na trasie krótko i konkretnie opowiedział na mecie Tomasz Szymański (MKS Złotoryja), zwycięzca biegu: - Rewelacyjna pogoda, świetna organizacja, troszkę górek, trochę zbiegów. Liczyłem się z tym, że będzie ciężko na tych podbiegach. Spokojnie biegliśmy do czternastego kilometra, później trzeba było przyspieszyć, żeby zgubić kolegę, który jest mocny na finiszu. Udało się to i miałem pewność, że utrzymam tę przewagę do mety, bo mój rekord życiowy jest lepszy od czasu, który mieliśmy. – Tomek był szybszy w tym biegu, w sumie prowadził przez większość trasy i wygrał zasłużenie – dodał drugi na mecie Maciej Łucyk, zeszłoroczny zwycięzca Biegu Lechitów. – Nie udało mi się powtórzyć wyniku sprzed roku, biegliśmy pod wiatr, na trasie są muldki, podbiegi, a to w połączeniu z niekorzystnym wiatrem wykańcza biegacza. T. Szymański zameldował się na mecie na gnieźnieński Rynku po godzinie, 11 minutach i 49 sekundach od startu. Drugi był M. Łucyk (Intersport Team)) – 1:12:09, trzeci Piotr Suchenia (UKS Rumia) –1:14:20. Najszybszym gnieźnianinem okazał się Klaudiusz Kozłowski (Altom Gniezno), piąty na mecie. Jako ósmy dobiegł do niej Andrzej Krzyścin, dyrektor Biegu Lechitów, który po raz pierwszy od lat oderwał się od obowiązków i stanął na starcie. – Wielkim wyzwaniem było dla mnie zmierzenie się z Klaudiuszem – przyznał. – To motywowało mnie do treningów i startu. Nie udało mi się z nim wygrać, był zdecydowanie lepszy. Zaledwie osiem kilometrów udało mi się biec w grupie z nim. Jednak cieszę się, że mimo dojrzałego wieku nadal przybiegam na metę w pierwszej dziesiątce. Nie do końca udaje mi się wyłączyć z bycia organizatorem Dopiero na 30 sekund przed startem oddałem komuś „komórkę”, podczas biegu, na skrzyżowaniach udzielałem instrukcji. (...) Całość art. w wydaniu nr 38/2011
|
| © Przemiany na Szlaku Piastowskim 2010 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt i wykonanie Infobemar |