Sobota 19 Maja 2012  Imieniny obchodzą: Augustyn, Mikołaj, Piotr
Aktualnie odwiedza nas 11 gości 
Reklama
Przeczytaj, bo warto:
Taneczne święto i zwycięstwo
Marta czytała Wisławę
Muzyka zdominowała weekend
Warszawiak z sentymentem do Gniezna
Tydzień pełen pary
Owacje na stojąco
Jesteśmy mało świadomi swoich praw
Majówka nad Lednicą
Mistrzostwa z kijkami w ręku
Prezydent z absolutorium
Joga przynosi energię PDF Email
(619 odsłon)
joga

Najtrudniejszy wbrew pozorom jest ten relaks na koniec zajęć. Bo przez 10 minut trzeba się tak odprężyć, żeby po głowie nie krążyła żadna myśl. A to przecież trudne dla dzisiejszego człowieka, więc na początku wszyscy zasypiali.
Sala nie jest zbyt duża, ani mała. Jednak przydałby się jej remont, bo ściany i parkiet już mocno wytarte, a zimą czuć chłód i wtedy panie nie przychodzą. Tymczasem teraz kobiety pojawiają się sporo czasu przed rozpoczęciem ćwiczeń. Tak jak w regulaminie. Rozgadane i poruszone wchodzą do sali, którą otwiera jogini-instruktorka drugiego stopnia z międzynarodowymi uprawnieniami. Do tego Jolanta Komornicka-Dąbek jest niczym dobry duch pełna pozytywnej energii, ale też stanowcza. Już przy pierwszym spotkaniu zaraża optymizmem (miała wtedy na głowie coś podobnego do turbanu), a na treningu uważnie pilnuje poprawności asan – pozycji ciała (na zajęcia założyła ciemną, lekką chustę w białe groszki). Moja rozmówczyni bowiem oprócz jogi ceni sobie jeszcze niebanalne nakrycia głowy i wiele innych rzeczy...
Szczęście, które wraca
- Joga to harmonia, do której można dojść różnymi ścieżkami, ale ja nie zagłębiam się w filozofię, bo bardziej interesuje mnie ciało i możliwości jego uleczenia – uprzedza już na wstępie i dodaje: - Poza tym jestem praktykującą katoliczką i żadna medytacja nie wchodzi w grę. Nawet przy powitalnym geście (ukłon ze złożonymi dłońmi, czyli „namaste”) mówię szczególnie początkującym uczestniczkom, że to tylko pozdrowienie, a nie oddawanie czci jakiemuś bóstwu – wyjaśnia.
Bo chociaż jest wielu joginów, którzy wchodzą także w praktyki duchowe, ona woli przywracać zdrowie. – Myślę, że to się wzięło też z tego, że kiedyś joga pomogła mojej córce uniknąć operacji. Bo kiedy lekarze mówili, że konieczny jest zabieg, to zaczęłam z nią ćwiczyć nie mając nic do stracenia. Poza tym lubię dawać ludziom szczęście i jestem przekonana, że ono do mnie wraca – przyznaje i płomiennie się uśmiecha, a Wiktoria (córka) to jej zwycięstwo.
Tymczasem teraz dobiera odpowiednie asany dla innych kobiet i ubolewa, że w jej grupach (razem to jakieś 40 osób) jest tak mało panów. - To chyba wynika z pewnej specyfiki, że panie bardziej angażują się w jogę, ale z różnych względów, często macierzyńskich i rodzinnych nie mają potem czasu na podnoszenie swoich umiejętności. Natomiast jeśli już trafi się mężczyzna, to z kolei zdobywa on wyższe stopnie. I pewnie dlatego wśród mistrzów mamy więcej joginów – pani Jolanta znów ma „banana” na twarzy. Jej guru, Bellur Krishnamachar Sundararaja Iyengar (jeden z hinduskich nauczycieli ze swoją szkołą jogi), też ciągle się doskonali mimo swoich 93 lat oraz stawia na terapeutyczne zastosowanie swej dyscypliny. A pomóc można sobie w problemach z kręgosłupem, mięśniami czy... nastrojem, bo joga przecież dodaje energii i regeneruje nerwy. – Czasem próbuję też nieco „odważniejszych” rzeczy, jak trening mięśni miednicy i Kegla, czyli tych związanych z kobiecymi sprawami, ale panie ciągle jeszcze się wstydzą. Albo inna sprawa, czyli zajęcia dla ciężarnych. Kiedy więc robiłam ogólne spotkania, to zdarzały się przyszłe mamy, ale gdy chciałam zorganizować coś specjalnie dla nich, to brakowało mi chętnych – przyznaje. Sama wokół swojej dalekowschodniej praktyki nie robi jednak zbytniej promocji. Bo zainteresowani i tak dotrą przez „pocztę pantoflową”. Choć z drugiej strony, prosta, zielonkawa strona internetowa też profesjonalnie zachęca do ruchu (...)

Całość art. w wydaniu nr 46/2011
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Czołówka

Szukaj

© Przemiany na Szlaku Piastowskim 2010 Wszelkie prawa zastrzeżone Projekt i wykonanie Infobemar