| Wtorek 7 Lutego 2012 | Imieniny obchodzą: Romuald, Ryszard |
| Śmigłowiec już jest, lądowisk nadal nie ma |
|
|
| (480 odsłon) | ||
![]() Nocne ciemności, a nawet burza nie będą już przeszkodą do wezwania pomocy dla rannych czy chorych z powietrza. Poznańska filia Lotniczego Pogotowia Ratunkowego ma od dwóch tygodni nowoczesny śmigłowiec z pełnym wyposażeniem. Dzięki niemu latająca karetka może pojawić się w Gnieźnie w ciągu 15 minut od wezwania. Niestety, tylko za dnia. Na dodatek i tak pacjenta trzeba będzie dowozić karetką na kołach. Jesteśmy przeszkoleni i gotowi do lotów nocnych, ale dyżurujemy tylko od świtu do zmierzchu – ubolewa Jacek Paszkowski, lekarz i członek załogi latającej karetki. Załogę eurocoptera E 135 stanowią trzy osoby – pilot, lekarz i ratownik medyczny. – Mamy śmigłowiec najnowszej generacji z pełnym wyposażeniem – cieszy się Stanisław Torzyński, pilot i kierownik filii LPR. – Możemy nim odbywać loty bez widoczności ziemi, jest komfort pracy i bezpieczeństwo lotu. – Maszyna ma bardzo dobre wyposażenie medyczne o najwyższym standardzie – chwali J. Paszkowski. – To prawie jak mały oddział intensywnej terapii. Jest w nim defibrylator, respirator, pompa infuzyjna. Dane uzyskane podczas badania pacjenta w locie można od razu przesyłać do centrum kardiologicznego, gdzie będzie leczony. Nowy śmigłowiec zastąpił wysłużonego Mi-2, którym nie można było latać w warunkach braku widoczności. Jest lżejszy, szybszy i bardziej bezpieczny. - Średnica wirnika nośnego jest o pięć metrów mniejsza, nie ma też tradycyjnego śmigiełka ogonowego, co wpływa na poprawę bezpieczeństwa osób na lądowisku – wylicza S. Torzyński. W ramach rządowego programu modernizacji lotniczej floty ratunkowej zaplanowano zakup 23 takich śmigłowców. Poznański jest dziewiątym, który przekazano ratownikom. Latające karetki mają nieść pomoc ofiarom wypadków drogowych, rannym dzieciom, ludziom z zawałami. Jak na razie – tylko za dnia. – Pełnimy dyżury od godziny 7 do 19.40, czyli do zmroku – mówi S. Torzyński. – Możemy dyżurować także w nocy, właśnie trzech pilotów wróciło ze specjalnego przeszkolenia w Niemczech. Co z tego, kiedy przyszpitalne lądowiska nie są przystosowane do lądowania śmigłowca w ciemnościach. Brakuje im odpowiedniego wyposażenia, a przede wszystkim oświetlenia. Jak dotychczas, odpowiednie lądowisko wybudowano jedynie w Lesznie. Zadbał o nie również szpital w Puszczykowie, ale nie otrzymał jeszcze zgody na lądowania z Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Jak ważne dla zdrowia pacjenta jest takie przyszpitalne lądowisko, tłumaczy J. Paszkowski na przykładzie lotu, z którego właśnie wrócili ratownicy. – Wezwano nas do rocznego dziecka, które potrącił samochód – relacjonuje. – Zabraliśmy je na pokład i powiadomiliśmy szpital dziecięcy, że wieziemy im pacjenta. Ale szpital nie ma lądowiska, więc zawieźliśmy dziecko do naszej bazy na lotnisku Ławica. Ze szpitala wysłano ambulans, który długo przebijał się przez miejskie korki. Zabrał dziecko i znów musiał jechać z nim przez miasto. Wszystko trwało o wiele dłużej, niż można było osiągnąć. (...) Całość art. w wydaniu nr 35/2010
|
| © Przemiany na Szlaku Piastowskim 2010 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt i wykonanie Infobemar |