| Sobota 19 Maja 2012 | Imieniny obchodzą: Augustyn, Mikołaj, Piotr |
| Charakterny kulturysta z sercem |
|
|
| (326 odsłon) | ||
![]() Najsilniejszy mięsień to mózg. To w głowie wszystko się zaczyna, a potem idzie dalej jak w każdym sporcie. Więc kocham ten cały wysiłek i reżim przygotowań, bo zawsze wieńczy go jakiś sukces. Nawet jeśli brakuje medalu. Wnętrze nie jest duże. Ot, klasyczny prostokąt. Ale za to przytulne i ciepłe niczym domowy przedpokój. Na półkach zaś piętrzą się suplementy, odżywki i inne witaminy. Wszystkie w etykietach kolorowych jak cukierki. A po prawej stronie beżowa kanapa i niski, oszklony stolik oraz zdjęcia. Z synem i syna z Mariuszem „Pudzianem” Pudzianowskim. A do tego dyplomy z zawodów lub te trenerskie. I uśmiechnięty, tekturowy gość napinający mięśnie. Alter ego mojego rozmówcy. Sprężyny, drążek i siłownia w piwnicy Marek Olejniczak, ksywka „Oley” najpierw wydaje się nieufny. Bo wiadomo jak jest. Krzywdzące stereotypy czy inne docinki, gdy ocenia się człowieka tylko po wyglądzie. Dlatego więc zaczynamy od początku. – Sport od zawsze był obecny w mojej rodzinie. Ojciec to urodzony sportowiec, który uprawiał wiele dyscyplin. Do dziś lubię te jego opowieści o tym, czego to w życiu nie robił. Ja sam zaś też zasmakowałem różnych rzeczy. Trenowałem wielobój, lekkoatletykę, gry zespołowe, boks czy judo w wieku 12 lat – wylicza dobrze zbudowany mężczyzna w czarnobiałej bluzie i dżinsach. – A jak doszło do kulturystyki? – Kolejny etap młodości. Wiadomo, że w pewnym wieku chłopcy zwracają uwagę na swoje ciało i chcą kształtować jego wygląd, czyli rozwijać mięśnie. Do tego jeśli zazwyczaj dostawało się sportowe prezenty, to ze skompletowaniem sprzętu nie było problemu. Do dziś pamiętam swoje pierwsze sprężyny do rozciągania czy podciąganie na drążku. Prawie każdy robił sobie wtedy siłownię w domu lub piwnicy – Marek po raz pierwszy się wzrusza i delikatnie uśmiecha. Pamiętny krok w kulturystyce zrobił więc jeszcze przed „osiemnastką”. To były jakieś regionalne zawody, na których zdobył trzecie miejsce. Jednak później przyszła przerwa na naukę, bo zbliżała się matura i ogólny brak nadziei na przyszłość w tej dyscyplinie. Dopiero za namową kolegi wrócił do przygotowań i występów. – Prawda jest też taka, że człowieka często nie stać na normalne życie, a co dopiero wyczynowy sport. Bo kulturystyka nie jest tania, stąd dziś moje częste przerwy w startach. Ale można ją uprawiać do późnego wieku, a swoje zawody mają też dzieci – na opalonej twarzy mężczyzny znów rysuje się uśmiech, lecz chwilę później, gdy „wyjący wilk” w komórce każe odebrać telefon, poważnieje. W międzyczasie rzucam okiem na zdjęcia, na których widnieje ich właściciel z synem Nikodemem, o którym później mi powie, że on już wieku 4 lat pokazał się w turnieju dla dzieci i „lubi się napinać”, czyli zna pozy. - Choć najbardziej bolą te wszystkie łatki, że jak już ktoś para się takim sportem, to od razu jest bandytą co ma duże mięśnie i mało w głowie, bo interesuje go tylko przemoc. Ale przecież najsilniejszy mięsień to mózg. To w głowie wszystko się zaczyna, a później idzie dalej jak w każdym sporcie. Więc kocham ten cały wysiłek i reżim przygotowań, bo zawsze wieńczy go jakiś sukces. Nawet jeśli brakuje medalu – wyznaje. (...) Całość art. w wydaniu nr 01/2012
|
| © Przemiany na Szlaku Piastowskim 2010 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt i wykonanie Infobemar |